Relacje Robiego z tegorocznych grzybobrań

Relacje Robiego z tegorocznych grzybobrań

Wybrałem się wczoraj na grzyby, wprost po pracy wsiadłem w busika i po godzinie wałęsałem się po stokach.
Borowika szlachetnego nie znalazłem ani jednego, kilkanaście podsuszonych już podgrzybków brunatnych, ale o dziwo zdrowych, tyleż samo ceglastoporych, a jeden był wielkości talerza, i również bez lokatorów, a koszyk dopełniłem pieprznikami trąbkowymi.
Kilka fotek z grzybobrania.

ObrazekObrazek Obrazek Obrazek
Obrazek ObrazekObrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek

Mało tu bywałem ostatnimi czasy, pozwolę sobie zatem na kilka prezentacji z września.
Właściwie to dopiero 15 września po raz pierwszy w tym sezonie wybrałem się na grzyby. Po kilku godzinach wędrówki ledwie pół koszyka zapełniłem.
Miejscowe kobiety które spotkałem w lesie, narzekały na brak deszczu, i na dziki, które podchodzą do domostw i niszczą przydomowe ogródki.
Zembrzyce – 15.09.2013.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Po kilku dniach postanowiłem ponownie wybrać się na grzyby, tym razem gdzieś dalej, w miejsce gdzie jeszcze nie byłem. Chciałem poznać nowy las. Siedząc w pracy, już przygotowany do wyprawy przeglądałem mapę. Wybór padł na Skawicę.
Po 2 godzinkach z małym haczykiem dotarłem busikiem na miejsce. Szlakiem im. kardynała Karola Wojtyły, po 30 minutach byłem na miejscu.
Kiedy przekroczyłem strumień tam płynący, z lasu wychodziły miejscowe kobiety z 5 litrowymi wiadereczkami pełnymi grzybów, w większości podgrzybków. Po wymianie kilku zdań, pożegnaliśmy się, i ruszyłem w górę, jak najwyżej, jak najdalej od zabudowań.
Już po pół godzinie wspinania się pierwsze podgrzybki brunatne lądowały w koszyku, grzybów było coraz więcej. Młode pieprzniki, borowiki ceglastopore, maślaki żółte, sporo koźlarzy młodziutkich, a pierwsze szlachetne znalazłem dopiero na końcu wspinaczki. Czas szybko uciekał, zmęczenie po pracy również dawało się we znaki. Trzeba było wracać.

Skawica – 20.09.2013.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek
I kolejne noce w pracy na czytaniu Waszych sprawozdań, czytaniu mapy i planowanie wyjazdu.
Pomyślałem by pojechać do Kasinki, ale nie dawał mi spokoju las w Skawicy, las, który rozciągał się po drugiej stronie szlaku.
Postanowiłem więc jeszcze raz tam pojechać.
Spakowany i ubrany odpowiednio zjawiłem się w pracy, gotowy na kolejną wyprawę. Mam ten komfort, że mogę się przebrać, by nie paradować w „leśnym stroju”.
Wiedziałem że będę zmordowany, bo tak prawdę mówiąc po 24 godzinach na nogach, jeszcze wspinać się po stokach jest męczące.
Tak więc po 2 godzinkach i troszkę, wylądowałem ponownie w Skawicy.
Tym razem postanowiłem nie tracić czasu na rozglądanie się za grzybami, tylko od razu marsz w górę. Pewnie, że jak po drodze coś się trafiło, bo mimo chodem człowiek się rozgląda, to lądowało w koszu, ale zasuwałem na szczyt, i dobrze zrobiłem.
Gdzieś w połowie góry spotkałem dwóch miejscowych mężczyzn, a że nie byli skorzy do rozmowy dałem sobie spokój i ruszyłem dalej, bo i po co wdawać się w dyskusję z kimś, kto jest niechętny. Mieli pełne siatki borowików i podgrzybków.
A grzybków było dość sporo, i to różnych gatunków. W koszu lądowały borowiki szlachetne, ceglastopore, opieńki, i gąsówki fioletowawe. Byłem bardzo zadowolony. Wiem, że tam będę wracał, tym bardziej że skorzystałem z uprzejmości mieszkańca/rencisty/grzybiarza, który zaproponował mi miejsce w samochodzie, gdy już na samym dole ciąłem jeszcze opieńki i się rozpadało. Jadąc na dół pokazał mi swój dom, dał nr.telefonu i zaproponował kontakt, z możliwością noclegu. Super. To był udany wyjazd.

Skawica – 26.09.2013.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek

Po ostatniej wyprawie do Skawicy, po dwóch dniach zadzwoniłem do p. Mirka (rencisty/grzybiarza) którego miałem przyjemność poznać, i okazało się że z grzybami cieniutko. Więc znowu mapa w dłoń, i planowanie kolejne wyprawy.
Zawsze miło wspominałem wyprawy z Zenitem do Puszczy Niepołomickiej, więc postanowiłem sprawdzić inną Puszczę.
Po godzinie jazdy, tym razem pociągiem wylądowałem na miejscu.
Na ślepo, nikogo nie pytałem gdzie iść, choć grzybiarzy sporo było, ruszyłem przed siebie.
Starałem się omijać mokradła, choć często w nie trafiałem. Po jakimś czasie „wyczaiłem sprawę”.
Wszystkie borowiki znalazłem w borowinach i paprociach rosnących po pachy. Najwięcej było koźlarzy, takich młodziutkich, i choć nigdy jeszcze nie robiłem marynat z tych grzybów, to same kapelusze kapitalnie wyglądają w słoiku, a i zalewa klarowna. Poza tym trochę podgrzybków brunatnych, złotawych i opieńki.
Ot i cały, jak na razie mój efekt grzybobrań w tym roku. Jak na razie, bo za dwa dni znowu gdzieś wyruszę.
Dziękuję za uwagę, pozdrawiam wszystkich klubowiczów.

Puszcza Dulowska – 30.09.2013.

Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek

Wyświetleń: 485

Sklep z akcesoriami

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *