Relacja z mojego czwartego wrześniowego poszukiwania grzybów

Relacja z mojego czwartego wrześniowego poszukiwania grzybów
Udostępnij:
  •  
  •  
  •  

 

Czas na relację z mojego czwartego wrześniowego poszukiwania grzybów.
Tym razem chciałem odwiedzić moje „stare” miejscówki w lesie dębowym, w którym to rodziła się moja pasja do grzybobrań.
Ostatnio bardzo rzadko je odwiedzałem, przede wszystkim ze względu na poznany 5 lat temu wspaniały, bajkowy las jodłowy, w którym kocham przebywać.
Po za tym, „za zakładami”, bo tak mówi się na te leśne okolice, zaczęto strasznie wycinać drzewa i wiele osób zbierających tam grzyby,
straciło swoje przemierzane przez lata, przede wszystkim, borowikowe miejscówki.
Ta wycinka oszczędziła las do którego mógłbym iść na grzyby z latarką, wiedząc, że „pod tym drzewem, w tym dołku…” coś by się znalazło.
Tyle tylko, że w ostatnich kilku latach zauważyłem, że ten dębowy las darzy mnie coraz mniejszą ilością „prawdziwków”.
Coś przystopowało taki pojaw grzybów jaki zwykle tu bywał.
„Jak będzię tym razem?”- zastanawiałem się, słysząc wkoło opinie, że „w tym roku borowiki rosną wszędzie”.
Tutaj od razu przypomina mi się sytuacja z lasu sosnowego i pewna, niewielka, ale dająca piękne podgrzybki miejscówka.
Nagle dwa lata temu STOP! Kompletnie przestały tam rosnąć. Ani jednego przez cały, długi sezon.
W ubiegłym roku nic się nie zmienia i nadal podgrzybków tam nie ma.
I co się dzieje w tym, kończącym się już sezonie grzybowym? Podgrzybki znów rosną jak szalone, tak jak to było kiedyś!
Nie ciemne, ale jaśniutkie kapelusze, długie, grube „nogi”… Wróciły! Grzybnia widocznie potrzebowała trochę „oddechu”.
Akurat w tym przypadku trwało to dwa lata, by „odżyła”.
W lesie dębowym, do którego udałem się „na dwóch kółkach”, niestety impas nadal trwa.
Jak inaczej porównać kilkanaście znalezionych borowików do tych ilości( przeważnie kręciło się blisko setki).
które jeszcze kilka lat temu były tu na porządku dziennym? Nie żebym narzekał, absolutnie!
Mnie tam cieszy każdy jeden, choćby najmniejszy. Bo wtedy mogę się do niego uśmiechnąć, strzelić mu fotkę i już jest magicznie.
Tego dnia swoją najdłuższą sesję miały koźlarze, przede wszystkim pomarańczowożółte.
Trafiło się też sporo kurek, kilka rydzów, czubajka kania i maślaczki w ilości „na raz, na patelnię”
Taki grzybowy misz-max.
Dzień zaliczony do bardzo udanych, mile spędzony w dawno niewidzianym, „moim” lesie dębowym.

   
   
   
   
   
  

Pozdrawiam
marios232
Nowa Dęba, podkarpackie

Wyświetleń: 313


Udostępnij:
  •  
  •  
  •  

Dodaj komentarz


Suszarki do grzybów