Popołudniowa wyprawa do lasu

Popołudniowa wyprawa do lasu
Udostępnij:
  •  
  •   
  •  

Moje zaległe kilka słów z czwartkowej, pewnie już ostatniej, popołudniowej wyprawie, bo po zmianie czasu o 16.00 to będą już egipskie ciemności…
Ledwie się trochę pozbierałam po chorobie, wyrwałam się do lasu. Mimo dość późnej pory grzybiarzy się jeszcze paru kręciło, ale w koszyczkach raczej dno przeświecało. Ja też dość długo wędrowałam podziwiając piękne barwy jesieni, bogactwo gatunków niekoszykowców, od czasu do czasu trafiając na garstkę opieniek,jakiegoś maślaczka lub podgrzybka,




zanim wreszcie trafiłam na piękną rodzinkę koźlarzy czerwonych:
Im dalej w las, tym więcej… borowików :) Wygląd zewnętrzny wprawdzie nie zachwycał, większość „nadkonsumowana” przez jakieś stworzonka, ale wewnątrz całkiem ok

Potem pojawiły się w wielkich ilościach gąsówki nagie i chociaż sobie obiecywałam, że już koniec z gąsówkami, więcej nie zbieram, tym bardziej że już były raczej wyrośnięte, a nie takie malutkie apetyczne, jak przed tygodniem, to nie dałam rady ich ominąć.

Na miejscówce kani ktoś mnie wyraźnie wyprzedził, ale jeszcze trochę się dla mnie uchowało

A potem postanowiłam odszukać jeszcze nowo odkrytą ścieżkę, na której znalazłam tydzień wcześniej sporo ładnych borowików. Ponieważ było trochę późno, wybrałam drogę „na skróty”, po drodze jeszcze zboczyłam parę razy za jakimś grzybkiem i… zupełnie straciłam orientację. Ścieżki nie znalazłam, drogę zgubiłam, dzień pochmurny, słońca nie było, zresztą zaczynała się robić szarówka… Wybrałam jakąś ścieżkę na chybił- trafił w nadziei, że doprowadzi mnie do drogi, ale zaprowadziła mnie na jakieś mokradła, druga zginęła wśród pozwalanych drzew… Tych ścieżek się ostatnio tyle namnożyło, że trudno się zorientować, która jest właściwa… A już zupełnie popadłam w panikę, kiedy zobaczyłam stado jeleni, bo w czasie grzybobrań jelenie chowają się w dzikich ostępach.
I nagle ujrzałam tę piękną czubajkę (chyba czerwieniejącą)

I wyobraźcie sobie, że po tej czubajce zorientowałam się, gdzie jestem, bo wcześniej takie tu spotykałam :jupi: Czysty fart, bo pewnie w wielu miejscach takie rosną, ale to było rzeczywiście to miejsce. Tak więc mogę mówić, że czubajka mi życie uratowała ;)
Wyszłam z lasu zesztywniała ze stresu i z zimna, bo pod wieczór zrobiło się bardzo zimno (akurat tej nocy temperatura u nas spadła do -6 stopni, rano trawniki były białe od szronu, a kierowcy musieli sięgnąć po skrobaczki do szyb) i z potwornym bólem głowy, który przerodził się w 3-dniówkę. Uffff…

Wyświetleń: 814


Udostępnij:
  •  
  •   
  •  

Dodaj komentarz