Nie zawsze ma się to, co chce

Nie zawsze ma się to, co chce
Udostępnij:
  •  
  •   
  •  

Nie zawsze ma się to, co chce.

Ja dziś miałam iść do lasu z ekipą a tak jak myślałam, i tym razem zostałam wystawiona do wiatru. Niby się nie dziwię – zimno jak czort, szaro, wieje. I przecież ja też niczego nie muszę, no może poza podjęciem decyzji. Dylemat „Iść albo nie iść?!” szybko zostaje rozstrzygnięty i zbieram zabawki, by jak najszybciej udać się w stronę lasu. Rzeczywiście okazuje się, że jest wściekle zimno, niecałe 2 na plusie, choć już prawie dziesiąta. Ale szybki marsz robi swoje – już za chwilę nie czuję chłodu. W lesie od razu pojawiają się jakieś „zaczepki dla oka”. Kolorowe liście, mech z kropelkami rosy, jakieś grzybki. Cisza wokół, czyli to, co Sysunie kochają najbardziej. Tylko od czasu do czasu zawrzaśnie sójka czy dzięcioł mocniej walnie w drzewo. Pachnie mchem, mokrymi liśćmi. Takie znane nam wszystkim leśne zapachy, które mimowolnie sprawiają, że głębiej się oddycha. W tym miejscu nie byłam od czerwca, jakoś nie miałam ochoty pchać się w chaszcze, w których złapałam kleszcza. I tu zimno jest atutem – mam nadzieję, że nie przytargam sobie żadnego pasażera na gapę.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Chcę przeprawić się przez rzeczkę, ale niestety woda jest zbyt głęboka i muszę udać się w znane mi miejsce, gdzie jest na tyle wąsko, że da się przeskoczyć. Z drogi zawraca mnie byczasta czubajka. [Wtedy jeszcze nie wiem, że spotkam większą :mrgreen: .] Oczywiście myślę sobie o naszej Królowej Kań, bo ze mnie to taki znawca, że żal – wiadomo co – ściska. Zatem wyprzedźmy czas, niech czubajka z czubajką się poczubi? Polubi? Ta druga miała z 40 cm, może więcej. Przy okazji jesienna reklama WOŚP – taką sobie fajną torbę w ub. roku wylicytowałam. Sporo już ze mną przeszła. Biedna.
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Udało mi się znaleźć przejście i śmignąć bezkolizyjnie na drugą stronę. Znajduję tam sporo maślaków sitarzy, którymi nie jestem zainteresowana z definicji, a te w dodatku podpadają już pod kategorię zabytek klasy 0. Ale za to rosną fajne muchomorki w dużych ilościach. A potem trafiam na miejscówkę opieńki. No niestety czasy świetności to ona ma już za sobą. Przy okazji okazuje się, że i grzyby bywają złośliwe w stosunku do mało rozgarniętych grzybiarzy: opieńki w koegzystencji z maślanką. No proszę państwa! :?
Obrazek Obrazek Obrazek Obrazek
Obrazek Obrazek ObrazekObrazek
To bynajmniej nie koniec, bo poniosło mnie oczywiście dalej. Ale tam raczej zaczyna się bajka o porostach. W sumie spędziłam w lesie około 5 godzin, nóg nie czuję, ale to takie fajne zmęczenie. Dodam, że na koniec spotkało mnie parę sympatycznych rzeczy. Jak to często w lesie bywa. To na koniec bonus dla tych, którzy doczytali do końca:
Obrazek

Autor relacji: Sysunia

:papa: :papa: :papa:

Wyświetleń: 1312


Udostępnij:
  •  
  •   
  •  

Dodaj komentarz