Felieton na koniec roku...

Awatar użytkownika

Autor tematu
Bobik
Śmiertelnie trujący zarodnikowiec
Śmiertelnie trujący zarodnikowiec
Posty: 7013
Rejestracja: sobota, 11 grudnia 2004, 19:13
Ulubione grzyby: Każdy, byle nie trujący :)
Lokalizacja: N 49°38′57″ - E 019°49′48″
Pochwalił: 1996 razy
Pochwalony: 1459 razy
Kontakt:

Felieton na koniec roku...

Postautor: Bobik » niedziela, 25 grudnia 2005, 11:40

[glow=blue]KOŃCA ŚWIATA NIE BĘDZIE?...[/glow]

(felieton optymistyczny)

Już od roku 2001 rozmaite krajowe popularne tabloidy, a szczególnie kolorowe magazyny ezoteryczne częstują ludzi rewelacjami na temat generalnego i zupełnego Końca Świata, które to wydarzenie ma się rozegrać w 2012 a. D. i położyć kres naszej cywilizacji, a nawet Ziemi jako ciała astronomicznego. Dowodem na to ma być koniec jednego z cykli astrologiczno-astronomicznego kalendarza Majów i przepowiednie astrologów i innych specjalistów od przepowiadania przyszłości, którzy widzą cezurę w dziejach Ludzkości gdzieś w latach 2000-2050.

Jeżeli idzie o mnie, to przeżyłem już kilka końców świata ogłoszonych przez Świadków Jehowy, których przepowiednie nie sprawdziły się i świat istniał nadal, pomimo ich szumnych zapowiedzi. Dla kilku innych sekt świat zakończył się już to zbiorowym samobójstwem, (że wspomnę tylko wydarzenia z gujańskiej dżungli i los pomyleńców z Heaven’s Gate), już to odejściem od chorych i obłędnych poglądów swych przywódców, którzy potrafili zaatakować sarinem Bogu ducha winnych ludzi w tokijskim metrze na rozkaz swego przywódcy z sekty Najwyższa Prawda Aum...

Ile są warte te przepowiednie, mieliśmy przykład w latach 1999-2001, w czasie których świat miał się skończyć, bo tak przewidział to Michel de Notre-Dame vel Nostradamus w swych „Centuriach”, w których widział jakieś znaczące wydarzenia w lipcu 1999 roku. Jak wiemy, nic szczególnego się wtedy nie wydarzyło. Potem przyszedł rok 2000, który miał przynieść tzw. pluskwę milenijną. Skończyło się na tym, że mieliśmy pluskwę w kranie w postaci zatrutej wody ze Skawy... - Jak nie w 2000 to w 2001 roku – oznajmili macherzy od przepowiedni – na przełomie stuleci i tysiącleci! I znowu nic. No więc teraz straszy się nas nadejściem końcem świata wg Majów w 2012 roku i nadejściem Ery Wodnika – tego wytęsknionego przez niektórych Aquarian Age czy New Age w 2016 roku...

No cóż – do obu tych wydarzeń pozostało 6 lub 8 lat, i nic nie zapowiada, że coś się złego stanie. Jeżeli sami nie sprokurujemy sobie jakiegoś nieszczęścia w postaci wojny termonuklearnej ze zmasowanym użyciem głowic A, B, C, O, N i jakich tam jeszcze, to z tej strony nic nam nie zagrozi. Miejmy nadzieję, że nie znajdzie się u władzy kretyn na tyle pozbawiony wyobraźni i żądny władzy, wpływów i kasy, by nacisnąć na guzik ataku atomowego. Alternatywą jest tylko jakaś katastrofa ekologiczna na skalę światową – np. wybudowanie u nas „po polsku” (tzn. byle jak) 10 elektrowni jądrowych i pozostawienie ich samopas, bo nie będzie pieniędzy na paliwo i obsługę techniczną oraz utylizację odpadów reaktorowych. Znam paru takich półmózgich „uczonych”, którym się marzy taka nuklearna mrzonka... Nie trzeba będzie wojny jądrowej, by Polska świeciła nocą jak dziesięć Czarnobyli razem wziętych!

Prawdziwe niebezpieczeństwa czyhają na nas w głębi Kosmosu i Ziemi. Co do pierwszego, to grozi nam impakt kilku asteroidów czy dużych meteoroidów. Trafienie Ziemi przez takiego „kosmicznego śmiecia” może spowodować zasadnicze zmiany w ekosferze Ziemi – że wspomnę chociażby zagładę dinozaurów, która miała miejsce 64.800.025 lat temu, na przełomie Kredy i Trzeciorzędu. Problem polega na tym, że przy użyciu posiadanych przez nas środków jesteśmy w stanie rozwalić takiego „kosmicznego przybłędę” na nieszkodliwe odłamki, ale pierwej musimy go wykryć, a z tym jest prawdziwy kłopot, bo wszelkie ciała kosmiczne lecące na nas ze strony Słońca są praktycznie niewykrywalne – jak to było np. z asteroidą oznaczoną jako 2002 MN, która została odkryta w 3 dni po przejściu perygeum – tj. punktu orbity znajdującego się najbliżej Ziemi! Podobnie było z innym okruchem kosmicznego gruzu oznaczonym jako 2004 FU162. Jednakże jest nadzieja, ze problem ten zniknie, kiedy umieścimy stację radarową wczesnego wykrywania i ostrzegania o takich „kosmicznych mordercach” na orbicie wokółziemskiej lub nawet księżycowej.

Gorzej jest w przypadku zagrożeń znajdujących się we wnętrzu Ziemi. Takim naprawdę niezwyciężonym niebezpieczeństwem jest tzw. superwulkan Yellowstone, znajdujący się pod terytorium Stanów Zjednoczonych. Jest to ogromny zbiornik magmy, o wymiarach 80 x 40 x 8 km, w którym mieści się 25.000 km sześć. ognistopłynnej magmy o temperaturze 3 tys. st. C i nasyconej trującymi gazami. Uczeni przewidują trzy warianty wybuchu tego superwulkanu: wariant pierwszy – spokojny wybuch hydrotermalny w czasie którego do atmosfery przedostanie się ogromna ilość pary wodnej, a sam superwulkan zostanie schłodzony, „wymrożony” i w rezultacie na tym się skończy; wariant drugi – to seria silnych erupcji typu Paricutin, która wytworzy kilkanaście stożków wulkanicznych w Idaho i Wyoming; no i trzecia możliwość – najgorsza ze wszystkich, to potężna eksplozja całego zbiornika magmy...

Ekologiczne efekty tego wybuchu będą znaczące dla całej północnej półkuli naszego globu. Średnia temperatura spadnie o 20...25 st. C, co doprowadzi do globalnej zimy, jak po wojnie termojądrowej. Uczeni obliczają, że będzie tak, jak w przepowiedniach królowej Saby – „Zima z zimą się spotka i zimą przedzielona będzie”... – a to oznacza, że zima (ochłodzenie) będzie trwała 3 lata! Wbrew temu, wcale nie będzie tak źle i nasza cywilizacja przetrwa, aliści pod jednym warunkiem – Ludzkość musi się zjednoczyć i ludzie muszą działać wspólnie. Jest to warunek sine qua non przetrwania cywilizacji, gdyż w przeciwnym razie grozi nam powrót do barbarzyństwa. Technika ułatwi nam to, ale tylko w pewnej części. Decydować będą ludzie i to od nich zależy, czy przeżyjemy ten kataklizm. Zakładając, że ów superwulkan wybuchnie w 2012 roku...

Czy możemy sobie dać z tym radę? Oczywiście – to zależy tylko i wyłącznie od nas, naszej zapobiegliwości, przemyślności i mądrości. I chociaż najgorsze dopiero przed nami i za sześć lat, to właśnie teraz powinniśmy się przygotować na przetrwanie tego trudnego okresu, bo – jak twierdzą inni wizjonerzy – Ziemia po straszliwym kataklizmie ma stać się bardziej przyjazną dla człowieka. No i sam człowiek też zmądrzeje, bo nauczy się pokory wobec Natury, życia zgodnie z Jej rytmami i w zgodzie z samym sobą.

A koniec świata? Taka Zmiana będzie końcem świata dla tych, którzy z ujarzmiania Przyrody stworzyli sobie boga i religię. Pożegnamy się z nimi bez najmniejszego żalu.

Robert K. Leśniakiewicz

Jordanów, dn. 2005-12-25


Credo quia absurdum NON est!
http://www.wszechocean.blogspot.com" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.grzybypl.blogspot.com" onclick="window.open(this.href);return false;
http://www.echojordanowa.wordpress.com" onclick="window.open(this.href);return false;

Wróć do „Ciekawostki”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość