Jak prawidłowo usunąć kleszcza

Jak prawidłowo usunąć kleszcza

Zapraszam do zapoznania się z ciekawym artykułem na temat usuwania kleszczy.

  

Usuwanie kleszcza jest szalenie ważnym, choć niedocenianym, elementem obrony przed chorobami odkleszczowymi. Sposób, w jaki to zrobimy, może zwiększyć ryzyko zakażenia albo je zminimalizować

Kleszcze (Ixodida) to jedne z najbardziej znanych pasożytów zewnętrznych człowieka i zwierząt. W ostatnich latach zrobiły zawrotną karierę. Jesteśmy nimi straszeni i straszymy się wzajemnie. Czy słusznie? Na świecie istnieje około 800 gatunków tych pajęczaków, w Polsce występuje ich zaledwie 21 (według Instytutu Medycyny Wsi). Spotykamy je na terenie całego kraju. Same w sobie nie są groźne. Groźne są wirusy, bakterie, grzyby, pierwotniaki itd. wywołujące wiele niebezpiecznych chorób i u ludzi, i u zwierząt, których kleszcze są przenosicielami (wektorami). Największe znaczenie epidemiologiczne ma kleszcz pospolity (Ixodes ricinus) i kleszcz łąkowy
(Dermacentor reticulatus), które przenoszą groźną dla psów babeszjozę. Dzięki współczesnym możliwościom badawczym szczegółowo poznaliśmy ich budowę, niezmienioną od czasów dinozaurów, sposób żerowania czy cykl rozwojowy. Ale ich zdolności przystosowywania do zmieniających się warunków powodują,
że kleszcze wciąż nas zaskakują. Zmieniają się miejsca ich występowania (np. pojawiają się na coraz większych wysokościach), pory aktywności, różnie bywa z czasem żerowania potrzebnego do przekazania patogenów czy ilością zakażonych pajęczaków na danym terytorium.
Badania populacji kleszczy ogólnie i kleszczy nosicieli prowadzi się wyrywkowo i nie na całym terytorium kraju. Skala zjawiska określana jest jedynie szacunkowo, głównie na podstawie liczby zgłaszanych przez lekarzy zachorowań na choroby odkleszczowe u ludzi. Na tej podstawie szacuje się, że około 30% kleszczy w Polsce może być
nosicielami patogenów. Niemniej jest to zróżnicowane regionalnie i waha się od kilku do kilkudziesięciu procent.
Na przykład w Puszczy Niepołomickiej, według badań prof. Krzysztofa Solarza ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, zakażonych może być około 60%. Niestety nie wiemy jak wygląda sytuacja epidemiologiczna wśród zwierząt towarzyszących. Danych na ten temat się nie zbiera. Jeśli dołożymy do tego pokutujące „prawdy ludowe”
pochodzące z czasów, gdy kleszczy było mniej i odsetek zarażonych także był dużo mniejszy, otrzymujemy koktajl prawd, półprawd i mitów, w którym bardzo trudno się odnaleźć.
Nikt nie neguje zagrożeń, jakie ludziom i zwierzętom niesie kontakt z tym pajęczakiem. Nie należy jednak ulegać panice i rezygnować z kontaktu z przyrodą. Posiadając odpowiednią wiedzę, włączając rozsądek i podejmując  pewne działania profilaktyczne, możemy zminimalizować ryzyko tego niechcianego kontaktu i potencjalnego zarażenia.

UWAGA – Nie wszystkie kleszcze są
nosicielami patogenów i nawet ukłucie
przez zarażonego kleszcza nie oznacza,
że rozwinie się choroba odkleszczowa.

Gdzie kleszcz mieszka?

Naturalnym środowiskiem życia kleszczy są lasy liściaste i mieszane, miejsca zacienione i wilgotne, blisko gleby. Spotkamy je w zaroślach,
na skraju lasu, polany, na łąkach i pastwiskach, w sąsiedztwie zbiorników wodnych itp. Jednakże kleszcze bardzo rozszerzyły terytoria swojego bytowania i z takim
samym prawdopodobieństwem możemy natknąć się na nie w parkach miast, ogródkach działkowych, a nawet na trawnikach blokowisk. Wszędzie tam, gdzie występuje bogata roślinność, na którą kleszcz się wspina i czeka na swojego żywiciela.
W lasach, w których poszycie jest ubogie, np. w borach sosnowych, kleszcze są nieliczne.

Jak żyje?

Krew zwierząt, ssaków, gadów i ptaków nie jest dla kleszczy pożywieniem, ale zastrzykiem energii. Muszą się jej napić, aby
przejść w kolejne stadium rozwojowe. I tak, larwa musi napić się krwi, aby przejść w stadium nimfy, nimfa w stadium dorosłe, a dorosła samica dzięki takiemu posiłkowi może złożyć jajeczka, z których wyklują się larwy.
Larwy są bardzo małe, bytują głównie w trawach i żerują na małych zwierzętach, np. myszach, jeżach, ptakach, jaszczurkach… Ten rodzaj zwierząt interesuje także nieco większe nimfy, które jednak są w stanie wejść wyżej i zaatakować większe zwierzęta, np. zające, lisy. Natomiast osobniki dorosłe mogą
wspiąć się nawet na wysokość około 1,5 m i polować na zwierzęta duże, np. jeleniowate, bydło i… ludzi. Samica, po skończeniu posiłku i zapłodnieniu, składa 2000–3000 jajeczek i kończy życie. Tyle teoria, pamiętajmy jednak, że i my i nasze psy możemy zostać ukąszeni przez każde stadium rozwojowe, nawet
spacerując nocą.
Żerowanie trwa, w zależności od stadium, od 2 do nawet 11 dni, po czym kleszcz opada na ściółkę i przekształca się w kolejne stadium, co potrwać może nawet kilka miesięcy. Cały cykl życia kleszcza trwa około 2–3 lat. Bywa, że na swojego żywiciela czekają bardzo długo i nie zdążą zmienić postaci przed nadejściem zimy. Kleszcze hibernują wówczas w ściółce i wraz z lekkim podniesieniem się temperatury, do 5–7°C, wracają do aktywności i rozpoczynają poszukiwanie żywicieli.
Zajmują pozycje na trawach i liściach, i cierpliwie czekają. Potencjalnego żywiciela rozpoznają dzięki narządowi Hallera, który znajduje się na przednich odnóżach. Wyczuwają nim np. zmiany temperatury i wilgotności sygnalizujące zbliżanie się ofiary. Mimo iż nie mają oczu, rozróżniają także jasne plamy światła. Nasz jasny ubiór na pewno wzbudzi ich czujność, ale łatwiej na nim nieproszonego gościa zauważymy.
Pamiętajmy, że kleszcze nie skaczą na ofiary. Musimy potrącić źdźbło czy liść, do których uczepiony jest pajęczak.
Skąd patogeny w ciele kleszcza?
Same ich nie produkują. Zarażają się od swoich żywicieli, głównie gryzoni, ale też innych zwierząt, będących ich rezerwuarem. Przekazują je sobie ze stadium na stadium, samica na składne jajeczka (tylko niektóre patogeny), bywa, że zakażony samiec zakaża samicę w czasie kopulacji. Z kolei zainfekowane osobniki, żerując, przekazują patogeny swoim żywicielom – zwierzętom i ludziom. Patogeny dostają się do organizmu żywiciela wraz ze śliną kleszcza (wywołując np. kleszczowe zapalenie mózgu, babeszjozę, anaplazmozy, także boreliozę), w wyniku regurgitacji, czyli cofania się zawartości jelita w trakcie ssania (np. borelioza, kleszczowe zapalenie mózgu, babeszjoza,
gorączka Q), ale także wraz wydalanym zainfekowanym kałem czy wtarciem wydzielin kleszcza w uszkodzoną skórę (np. kleszczowe zapalenie mózgu, tularemia, borelioza, gorączka Q).

Jak on to robi?

Głodny kleszcz, spadając na swoją ofiarę szuka dobrego miejsca do wkłucia. W przypadku zwierząt poruszanie się w sierści jest dla niego energochłonne, dlatego szuka miejsc, gdzie jest ona rzadsza, skóra cieńsza, dobrze ukrwiona. To na przykład okolice uszu, oczu, pachwiny, okolice ogona, odbyt.
Ale nie jest to regułą. U ludzi znalezienie dobrego miejsca jest znacznie łatwiejsze, dlatego możemy go znaleźć w każdym miejscu naszego ciała.
Kiedy odpowiednie miejsce jest już wybrane, kleszcz nacina skórę za pomocą chelicer i wsuwa w skórę żywiciela najeżony kolcami, przypominający harpun hypostom, przez który będzie pobierał krew. Jednocześnie pajęczak cementuje go w skórze specjalną wydzieliną (ona także może zawierać patogeny), co dodatkowo chroni go przed odpadnięciem. A musi to być mocna blokada, żeby zwierzę nie dało rady się go pozbyć.
Im dłużej zakażony kleszcz tkwi w skórze i pobiera krew, tym ryzyko zakażenia patogenami większe. Naukowcy badający te pajęczaki sugerują, że w miarę bezpieczny czas przebywania kleszcza w skórze to od około 8 do 24 godzin. Czas dłuższy może być igraniem z niebezpieczeństwem. Biorąc pod uwagę,
że patogeny znajdują się także w ślinie, która trafia do organizmu żywiciela już w chwili wkłucia, nie można całkowicie wykluczyć zakażenia nawet przy krótkotrwałym pozostawaniu kleszcza w skórze.

Przede wszystkim profilaktyka

Po pierwsze i najważniejsze to zapobiegać wkłuciom kleszczy. Niestety, nie wszystkie zalecenia dotyczące ochrony przed nimi są wykonalne. Nie uda się, szczególnie jeśli razem z naszym czworonogiem uprawiamy sport, uniknąć wychodzenia w teren. Nie wytłumaczymy psu, że ma nie wchodzić w zarośla, nie tarzać się w trawie.
Bardzo ważne jest więc stosowanie repelentów, czyli zaopatrzenie psa w odpowiednią obrożę, wtarcie kropli czy podanie tabletek. Należy sprawdzić, kiedy powtórzyć aplikację, co z kąpielami itd. Sami musimy wypróbować, który produkt na naszego psa działa najlepiej. Dane dotyczące skuteczności, podawane przez producentów, są statystyczne i akurat na naszego psa dana obroża zadziała słabo, ale inna może się sprawdzić doskonale.
Właściciel psa musi pamiętać także o zabezpieczeniu siebie. Niestety, nie istnieją środki zabezpieczające ludzi na dłużej niż kilka godzin, więc aplikacje repelentu należy powtarzać.
W rejonach, gdzie kleszczy jest dużo, można zastosować prosty sposób pozbycia się pajęczaków, które spacerują po sierści psa lub naszym ubraniu i dopiero zaczynają szukać miejsca do wkłucia. Polega on na „przejechaniu” ciała zwierzęcia i naszego ubrania białym wałkiem do oczyszczania ubrań. Niewkłute pajęczaki przykleją się do rolki i skończą swoją wędrówkę.
Każdorazowo po powrocie ze spaceru czy wycieczki obowiązkowo należy bardzo dokładnie obejrzeć ciało psa i własne. Może się zdarzyć, że, mimo zabezpieczeń, w skórze tkwi nieproszony gość. Nie zastanawiajmy się, ile czasu minęło od wkłucia. Natychmiast, gdy go zauważymy, powinniśmy go usunąć. Możemy to zrobić samodzielnie. Wbrew pozorom nie jest to trudne i pozwala na błyskawiczną reakcję, ale pod warunkiem że znamy zasady usuwania kleszczy. Szybkie i prawidłowe działanie znacznie zmniejsza ryzyko zarażenia psa czynnikami zakaźnymi.
Niemniej jednak, w takiej sytuacji należy zwiększyć czujność i bacznie obserwować zachowanie zwierzęcia.

Jeśli nasz pies staje się ospały, nie chce
jeść, nawet pić, nie cieszy go spacer
i zabawa, pojawia się gorączka, inna
barwa moczu niż normalnie, należy
natychmiast udać się do lekarza
i poinformować go, że pies został pokłuty
przez kleszcza. Taka sytuacja może być
początkiem babeszjozy (piroplazmozy),
która błyskawicznie pustoszy organizm
zwierzęcia i może doprowadzić nawet do
śmierci.

Lekarze nie zawsze są zgodni co do czynności usunięcia kleszcza i dalszej diagnostyki. Część uważa, że tylko lekarz weterynarii powinien usuwać kleszcza i od razu należy wykonywać badanie krwi. Praktycznie niczemu to nie służy, gdyż okres wylęgania choroby, ze względu na cykl rozwojowy pierwotniaka, waha się od kilku dni do 2–3 tygodni. Dopiero po tym czasie można pasożyty wyraźnie stwierdzić w rozmazie krwi. Prawidłowe jest używanie dobrych przyrządów do samodzielnego usuwania kleszczy (lekarze także je sprzedają) i obserwacja zwierzęcia, zamiast narażania go kilka razy w roku (nie można tego wykluczyć) na stres związany z natychmiastowym pobieraniem krwi do badań, których wyniki będą ujemne.

Usuwanie kleszcza
– czy to ważne?

Mimo iż wiedza na temat kleszczy bardzo poszła do przodu, to wydaje się, że w kwestiach ich usuwania pozostaliśmy na etapie zaleceń sprzed 50 lat, kiedy to odsetek kleszczy nosicieli chorób był niewielki, a sposób usuwania kleszczy wydawał się bez znaczenia. Smarowaliśmy je masłem, ciągnęliśmy paznokciami… Obecnie odsetek zakażonych kleszczy znacznie wzrósł i nie jest już wszystko jedno, jak kleszcza usuniemy. Ta czynność stała się ważnym elementem profilaktyki chorób odkleszczowych.

Czego nie wolno
robić kleszczowi?

• Ściskać – ryzykujemy wyciśnięcie śliny lub treści jelitowej wraz z patogenami do ciała żywiciela lub zgniecenie pajęczaka,
co skutkuje rozlaniem na miejsce wkłucia płynów ustrojowych i wydzielin wraz z patogenami.
• Ciągnąć – ryzykujemy rozerwaniem go i pozostawieniem w skórze jego części gębowej, a co gorsza, jak w przypadku ściskania, rozlaniem na miejsce wkłucia płynów ustrojowych i wydzielin wraz z patogenami.
• Dusić, przypalać, ucinać, wydrapywać, wypychać, dłubać igłą, masować palcem, drażnić w jakikolwiek sposób… Każdy z tych sposobów może spowodować regurgitację i wprowadzenie większej ilości zakażonych płynów do naszego organizmu.
• Nie wolno go dotykać gołymi palcami – ryzyko wtarcia w skórę (mikrouszkodzenia) wydzielin lub odchodów kleszcza.

Mit pęsety


Mimo iż obecnie funkcjonujące zalecenia promują usuwanie kleszcza przez „zdecydowane pociągnięcie pęsetą”, to  nawet NIZP-PZH i Ministerstwo Zdrowia na swoich stronach przyznają, że ten sposób jest dość trudny i wymaga doświadczenia.
Zwolennicy tego sposobu zdają sobie sprawę, że kleszcza ściskać nie wolno, zalecają więc użycie pęsety o cienkich końcach i uchwycenie pajęczaka tuż przy skórze. To rozumowanie zawiera trzy błędy.
Po pierwsze, tzw. szeregowy obywatel nie ma w domu pęsety o cienkich końcach. Taką konstrukcję mają pęsety neurochirurgiczne czy np. zegarmistrzowskie. Ale my mamy w domach zwykłe pęsety kosmetyczne, a te są przeważnie płaskie i szerokie.
Po drugie, nie istnieje pęseta o tak cienkich końcach, żeby uchwycić kleszcza przy samej skórze, tak aby nie ścisnąć fragmentu albo wręcz całego ciała np. maleńkiej nimfy.
Po trzecie, pęsetą trudno jest wykonać ruch obrotowy, a ciągnięty kleszcz stawia znaczny opór, co może prowadzić do rozerwania jego ciała.

Jak usunąć kleszcza w sposób
maksymalnie bezpieczny? Nie siłą!
Sposobem i szybko.

W skórze tkwi hypostom z kolcami skierowanymi przeciwnie do kierunku wkłucia. Kiedy go próbujemy „na siłę” wyciągnąć, kolce hypostomu rozwierają się i zakleszczają w skórze (dlatego kleszcz nazywa się kleszczem), chroniąc pajęczaka przed odpadnięciem, zanim skończy posiłek. Działają niczym kołki rozporowe w ścianie.

Jak więc usunąć kleszcza prawidłowo?
Podpowiada nam to właśnie jego
budowa i prawa fizyki – ruchem
obrotowym! Kolce hypostomu owijają się
wówczas wokół jego osi, a kleszcz, bez
oporu, wysuwa się ze skóry.

  

Na początku sezonu należy kupić dobry przyrząd do bezpiecznego usuwania kleszczy i pamiętać, żeby zawsze trafiał do wyjazdowej apteczki.
Zabierając się do usuwania pasożyta, zakładamy jednorazowe rękawiczki, aby nasza skóra nie miała z nim kontaktu i szykujemy środek dezynfekcyjny. Odpowiednim przyrządem chwytamy kleszcza na poziomie skóry, bez ściskania, i usuwamy ruchem obrotowym. Kierunek obrotu jest obojętny! Miejsce
po wkłuciu należy dokładnie zdezynfekować i, koniecznie!,
przyrząd, którym się posługiwaliśmy (np. wygotować). Usuniętego kleszcza należy zabić, ale nie wolno go rozgniatać w domu!
Można to zrobić poza nim, np. zgniatając między kamieniami.
W domu najlepiej… zakleić go taśmą klejącą.

Przyrząd idealny

Rynek oferuje nam dziesiątki przeróżnych narzędzi. Jedne bywają dziwniejsze od drugich. Zazwyczaj traktuje się je jak gadżety, których główną zaletą jest to, że mieszczą się w portfelu. Zapomnijmy też o pęsecie. Oto kryteria, jakim powinien odpowiadać dobry przyrząd do bezpiecznego usuwania kleszczy

–  nie ściska,
–  nie rozrywa i nie pozostawia części kleszcza w skórze,
–  usuwa kleszcze każdej wielkości, z każdego miejsca,z jednakową skutecznością,
–  działa szybko i jest prosty w obsłudze,
–  można go dezynfekować.

    takie kleszczołapki są do kupienia w portalowym sklepiku >>> Zobacz cena 10 zł 

 

Istnieją na rynku skuteczne przyrządy opracowane przez lekarzy weterynarii, czyli praktyków, którzy z usuwaniem kleszczy mają do czynienia na co dzień. Kupimy je np. w aptekach, dobrych sklepach zoologicznych i niektórych gabinetach weterynaryjnych.

Skuteczność gwarantuje precyzyjnie wykonana szczelina, pewność dają tylko oryginalne haczyki z Francji –  uwaga na źle wykonane podróbki,

tekst: Hanna Kantor
grafiki: Tomasz Kantor
foto: firmy H3D

 

Wyświetleń: 594

Sklep z materacami

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *